Jak zaplanować aby zacząć działać?

 

Większość z Was ( z Was, bo ja nie) prawie rok temu powoli przymierzała się już do noworocznych postanowień. Czyli robiliście kolejną nierealną listę cudów, albo mapę marzeń, które to w magiczny sposób uda się Wam zrealizować w przyszłym roku. Począwszy od bardzo przyziemnych, jak rzucenie palenia, po mocno odjechane jak zdobycie Kilimandżaro.

I co? I jajco. Ilu z Was udało się zrealizować całą listę albo jej większość? Być może niewielka część z Was wzięła się ostro do roboty i zaczęła punkt po punkcie odhaczać kolejne postanowienia. Ale jestem przekonana, że większość z Was w lutym ostatni raz była na siłowni, pobiegać w parku, czy kupiła pierwszą paczkę fajek w nowym roku.

Dlaczego tak się dzieje?

Czy jesteśmy aż tak leniwymi, bezwolnymi istotami, przez pomyłkę tylko nazwanymi homo sapiens, które nie są w stanie zmobilizować się do najmniejszego wysiłku, niezbędnego do przeprowadzenia zmiany?

Śmiem wątpić. Ale pojawiło się słowo wysiłek, przy którym chciałabym zatrzymać się dłużej.

Jeżeli oczekujemy, że po wypisaniu naszych noworocznych postanowień, nawet na najpiękniejszą listę, zaczną się one spełniać bezwysiłkowo, możemy się szybko rozczarować.

Ale to wcale nie oznacza, że jestem przeciwna postanowieniom noworocznym! Bynajmniej! Uważam że są jak najbardziej potrzebne i wcale nie należy z nimi czekać do końca roku. Czy 23 września nie jest równie świetną datą żeby zacząć zmieniać swoje życie?  I ma tę przewagę, że jest szybciej niż 1 stycznia. I karnety na siłownie też są wtedy tańsze:)

Ale skoro 23 września już dawno za nami, to trzymajmy się 1 stycznia. Więc, jak zrobić, żeby tym razem nam się udało?

Postanowienia są fajne o ile przekujemy je w plan. Tak wolę to nazywać. Wtedy jest to bardziej namacalne i realne. Mogę coś postanowić ale z samego faktu postanowienia niewiele jeszcze wynika.

Zobaczmy to na przykładzie.

Postanowienie noworoczne: Będę więcej ćwiczyć.

Od razu widać, że się nie uda. Cel jest przede wszystkim niemierzalny. Co to znaczy więcej? Ile ćwiczę teraz, czy 10% to jest więcej czy dopiero 50% ? Jak często, do kiedy?….tyle pytań i zero odpowiedzi.

Więc jeżeli ma się udać odpowiedz sobie najpierw na pytania:

  1. jak często ćwiczysz obecnie?
  2. o ile możesz zwiększyć częstotliwość treningów?
  3. ile czasu trwa twój trening?
  4. o ile realnie możesz wydłużyć trening?
  5. czy ta forma treningu jest dla ciebie odpowiednia?
  6. co chcesz osiągnąć treningiem? (ile kilo zrzucić, ile cm zrzucić, poprawić kondycje)

Odpowiadając sobie na te pytania może się okazać, że Twój CEL to

zmniejszenie obwodu w pasie o 10cm, do końca marca 2020

I to już jest konkret, z którym można pracować! Masz już cel. Teraz przejdźmy do planu, który pomoże nam ten cel zrealizować. Bo to już nie jest postanowienie tylko cel, do którego dążymy. A żeby do niego dojść, trzeba przygotować konkretne działania. Nie rzucajmy się od razu na trening pierwszego dnia stycznia, bo może nam z wiadomych przyczyn nie pójść i tylko niepotrzebnie się zdemotywujemy na starcie.

Ale jak już ustalisz datę startu ( to ważne!!) to zaplanuj konkretne działania, które mogłyby wyglądać tak:

  1. będę ćwiczyła 3 razy w tygodniu we wtorki, czwartki i soboty
  2. trening będzie trwał 45 minut
  3. zacznę 5 stycznia

I teraz powtórz ten sam proces z każdym kolejnym postanowieniem. Jeżeli tak do tego podejdziesz i będziesz się trzymać planu, masz duże szanse na powodzenie w tym roku.

Żeby plany nie pozostały tylko w Twojej głowie, warto je spisać. Dodatkowo proponuję powiedzenie o tych planach bliskim Ci osobom, które będą Cię w nich wspierać. Podejmując publiczne zobowiązanie będziemy bardziej zmotywowani. I jak już powiemy komuś co chcemy osiągnąć, trochę będzie nam głupio jeżeli nie będziemy tych planów realizować. Wiem, że to dość dziwny rodzaj motywacji, ale jeżeli działa, to czemu z niej nie skorzystać.

Jeżeli chodzi o moje planowanie, to robię to przynajmniej raz w tygodniu, zazwyczaj w niedzielę. Planuję krótkoterminowo na razie ale w tym roku mam zamiar sięgnąć nieco dalej w przyszłość.

Obecnie wygląda to jak pożar w szopie, ale najważniejsze, że ja się w tym łapię:) Wpisuję również do codziennego planu tak prozaiczne czynności jak np. mycie kibla, trening czy zakupy spożywcze, po to żeby na koniec dnia wykreślając poszczególne zadania widzieć, co realnie zrobiłam i ile faktycznie będę miała czasu na inne, ważniejsze rzeczy. Takie wykreślanie daje też poczucie satysfakcji na koniec dnia (ważne, żeby nie przeładować planu dnia i realnie zaplanować zadania w czasie). Planuję też bardziej czasochłonne obowiązki domowe (jak mycie okien, zmiany pościeli, pieczenie chleba bo to zajmuje sporo czasu) również po to, aby nie robić tego zbyt często. Tak wiem, świetna rada od nieperfekcyjnej Pani domu, ale zauważyłam u siebie, że jeżeli mam zrobić coś ważnego np. przygotować ofertę, zaprojektować szkolenie czy napisać artykuł (czyli większe i trudniejsze tematy), wolę zająć się czymś „lżejszego kalibru” jak np. sprzątanie w szafie.

To objawy prokrastynacji, czyli uciekania od podejmowania decyzji, niechęć do skonfrontowania się z trudną sytuacją, lęk przed porażką czy perfekcjonistycznymi standardami, których nie sposób spełnić. Ciekawe czy Wy też tak macie? W takich sytuacjach właśnie bardzo mi pomaga planowanie.

I wcale nie musi być pięknych i kolorowych ozdobników w drogim plannerze, żeby planowanie działało. Ale jeżeli masz taką potrzebę, to może to wyglądać zupełnie inaczej niż u mnie (np. tak jak u Pani Swojego Czasu, która jest absolutnym mistrzem w tej dziedzinie i o planowaniu napisała i powiedziała już chyba wszystko). Zauważyłam u siebie małą potrzebę nieco ładniejszego planowania, więc zaopatrzyłam się w  kalendarz rodzinny i profesjonalny planner. Będzie trochę ładniej i bardziej czytelnie, ale też nie będę spędzała pół dnia na rysowaniu kwiatków i ozdobników. Ma działać a przy okazji fajnie wyglądać.

 

                                       

 

Planowanie usprawnia życie, zwłaszcza jeżeli trzeba ogarnąć dom, pracę, dwójkę dzieci, ich zajęcia pozalekcyjne, Twoje zajęcia i psa. No i męża. Męża też ogarniamy;)

Nie jestem jeszcze miszczynią planowania, ale idzie mi na tyle nieźle, że nie zapominam o najważniejszych rzeczach, wyrabiam się z obowiązkami i znajduję czas dla siebie. I jeszcze czas na pisanie bloga. Więc skoro działa, to po co przepłacać:) A jak już ogarniesz tzw. „bieżączkę” będziesz mogła zasiąść do większych tematów. Czemu nie zaplanować dalej, na dwa, trzy albo pięć lat do przodu?

I najważniejsze, być może oczywiste ale warto o tym pamiętać.

Zaplanuj i zacznij działać. Nie czekaj na idealny moment z rozpoczęciem, bo on nie nadejdzie. 

Just do it! 

2 Replies to “Jak zaplanować aby zacząć działać?”

  1. ja zaczełam dzielić duże zadania do zrealizowania na mniejsze,przez co wykonanie planu jest bardziej realne, np zamiast: posprzatać w łazience- wpisuję umyć zlew i wannę 😉 reszta na nastepny dzień 😉po wykonaniu zadania jestem zadowolona że się udało,a nie wkurzona że znowu nie wystarczylo mi czasu. dodatkowo małe zadanie tak nie zniecheca jak duże, więc większa szansa że zostanie zrealizowane😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *