O motywacji… nieperfekcyjnie

Daaaawno, dawno temu… (w tym wieku, już nie tylko bajki tak się zaczynają 😉 ) Usłyszałam rewolucyjną dla mnie – i kolegów ze szkolnej ławy – definicję tego, czym jest lenistwo. Otóż, szkolna psycholog wyjaśniła nam nieopatrznie, że lenistwo jest to nic innego, jak po prostu „brak motywacji”. Cóż za ulga! Nie jesteśmy już leniwi, tylko nie wystarczająco zmotywowani – jakże inne brzmienie i argumentacja dla tego zjawiska… 😀 Kolejne lata, już w służbie pracy, dołączyły do tego myślenie, że to „zewnętrze” jest odpowiedzialne, by tą motywację wykrzesać lub przywrócić. Pracodawcy głowili się w rozrysowywaniu systemów motywacyjnych na papierze… A pracownicy wyczekiwali: „No rzesz, motyw-uj mnie.” Potem jednak świat psychologii trochę nam przegiął, gdy weszły do użytku teorie o, szlag, automotywacji… Zrobiło się mniej kolorowo. Pociągnęło to za sobą „wyznaczanie i osiąganie celów”, wszelkie SMARTy, GROWy, 5 kroków do… i całą masę szkoleniowo-coachingowych nurtów, jak to się motywować nieustannie, osiągać wyżyny realizacji celów, a wszelkie spadki i przerwy w odhaczaniu listy „to do” traktować chorobowo, a czasem też z politowaniem. :/

Pewien oddech wniosła jednak inna teoria, mówiąca, że w sumie, to nie ma czegoś takiego, jak stan „braku motywacji”. (!) Otóż zawsze jesteśmy zmotywowani, pytanie tylko brzmi – do czego?  Ha! Bo być może do tego, żeby wszystko pier…ąć w kąt?? Żeby wyluzować majty i wydłużyć okres między kolejnymi leadami a skokami ze spadochronem? Może do tego, by przestać na moment wizualizować cele i zadawać sobie pytania w stylu „Gdzie siebie widzisz za rok/ 5/ 10 lat?”. A może do tego, by dać się czasem porwać z nurtem, popłynąć, zobaczyć co życie dla nas „nieplanowanego” szykuje? Spróbować rzeczy spoza terminarza, nierozpisanych, nieprzeanalizowanych? Takich, na które (skoncentrowani na kolejnych celach) po prostu byśmy nie wpadli. Zatrzymać się i zadać sobie przewrotne pytanie: „Hej! A co tak naprawdę u Cebie? Jak Ty się miewasz? Co czujesz, czego potrzebujesz? Co jest z tego Twoje? A co nie…?”. Dać-sobie-oddech-na…

Uwaga, to nie jest rozgrzeszenie dla siedzących na tyłku od lat, dla braku odwagi, błogiego nieróbstwa i oczekiwań w stylu „ty rób, mi się należy”. To jest uwolnienie dla tych, którzy już wiele…, którzy w pogoni…, którzy czują, że ich nie starcza. Czują, że powinni, że inni, że wciąż tyle… A może nawet nie ta strona?… To oddech dla tych, którzy mają poczucie winy, że w ogóle śmieli przystanąć. Którzy mają wyrzuty sumienia, bo nie wiedzą co, chociaż wiedzą, że coś…
A jak Ci powiem, że nie musisz wcale czuć się do czegoś zmotywowany? Spauzuj, zrób sobie przerwę. Niech podświadomość popracuje, niech Cię zaskoczy mocami, które ambitnie zagłuszasz. Kiedy masz się dowiedzieć, czego Twoja dusza, czego Twoje serducho pragnie? Raczej nie w mętliku poszukiwań metod na przełamanie. Chociaż to też mogę Ci dać. Ale znacznie bardziej chcę Ci dać przyzwolenie na czas bezczynności, nostalgii i spadku… Czas wyciszenia.

Żadna poważna, głęboka, transformująca rozmowa nie odbywa się w biegu i w przymuszeniu. Ta ze sobą także. Nie szukaj sposobów, by wykrzesywać coś z siebie tam, gdzie być może niewiele zostało. Posłuchaj siebie. Zapytaj co się dzieje, że tak się dzieje? Co ten stan Ci mówi? Co mówi Twoje ciało, co mówią emocje? Wszystko w Tobie już wie. Nie uciekaj. To, co się z Tobą dzieje jest ok. Natura potrzebuje swojego czasu, na regenerację, by wzrosnąć. Być może po przerwie wrócisz z większą mocą niż kiedykolwiek. A być może skierujesz się w zupełnie inną już stronę. Tylko jedno niech nie umyka – zachowaj uważność. Nie przegap momentu, kiedy energia zacznie rosnąć, kiedy motywacja zacznie iskrzyć. Ale nie wypatruj. Od patrzenia szybciej nie nadejdzie. Puchatek zwykł mawiać, że im bardziej zaglądał do beczułki za miodem, tym bardziej go tam nie było. Zaufaj, że ten czas jest też po coś.

Mam sryliard zrealizowanych celów, rzeczy pięknych, rzeczy wielkich, jestem mistrzynią sięgania po niemożliwe. Nigdy cel dla celu. Zawsze w zgodzie ze sobą, z marzeniami, z wartościami i z pasjami. Często – na przekór lękom. Nie zarzucisz mi więc, że uciekam, że się nie znam, że nie potrafię. Ale mam okresy totalnego zatrzymania, takich, że po prostu nie wiem, że nie chcę… i nie umiem nawet nazwać „co dalej”. I wiesz co wtedy? Nie szukam „jak się zmotywować”, nie oglądam się „jak inni”. Czasem wypłaczę, czasem prześpię, czasem przegadam lub lekko przehulam. Poirytuję przyjaciółki. Średnio przyjemny stan, ale stan z ufnością. Bo wiem, że nadejdzie dzień, gdzie po prostu wstaję i sięgam po więcej.

Stan Pauzy jest potrzebny. Czas na wewnętrzne przebudowanie. Nie zapychaj go teoriami motywacji i osiągania celów. Nie ten moment. Przyjdzie właściwy. Uważność na siebie to najwięcej, co możesz sobie teraz dać. Akurat to już wiem. I podaję dalej.

One Reply to “O motywacji… nieperfekcyjnie”

  1. Zero celów, zero motywacyjnych korpo bełkotów i pogoni za tym co inni mają, robią, polecają….pauza ufff….super czyli nie jestem dziwna! 🙂 super tekst!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *